Jeśli znikasz z internetu, to tak jakbyś zamknął drzwi lokalu – rozmowa z Wojtkiem Kaczmarczykiem
Wojtek Kaczmarczyk – Wojciech „Wojtek” Kaczmarczyk – przedsiębiorca, właściciel sieci CHAPS Gastropub, YouTuber i twórca kanału „Do Roboty” z ponad 800 tys. subskrybentów (kanał lifestyle/edukacyjny o pracy i branżach), prezenter i influencer z dużym doświadczeniem w social media i gastronomii.
W gastronomię wszedł z pasji do dobrego jedzenia i kontaktu z ludźmi – jest współwłaścicielem konceptu CHAPS Gastropub – burgerowni bazującej na autorskich recepturach, świeżych produktach i silnej narracji marki. CHAPS rozwija model franczyzowy, łącząc doświadczenie gastronomiczne z wpływem mediów i marketingiem online tworzonego przez Wojtka.
Gastronomia to jedna z tych branż, które z zewnątrz wyglądają jak styl życia, a od środka przypominają niekończący się test odporności psychicznej. Zapach jedzenia, pełna sala, uśmiechy klientów i „fajne miejsce na mieście” to tylko cienka warstwa. Pod spodem są decyzje podejmowane pod presją, operacje, które muszą zadziałać codziennie tak samo, i marketing, który albo dowozi ruch, albo bezlitośnie obnaża chaos.
Wojtek Kaczmarczyk zna to od środka. Testował wiele dróg zawodowych, ale to gastronomia wciągnęła go najmocniej. Nie dlatego, że jest łatwa. Właśnie dlatego, że jest brutalnie prawdziwa. Tu nie da się niczego udawać. Albo klient wraca, albo nie. Albo zespół dowozi, albo lokal staje. Albo potrafisz opowiedzieć swoją historię, albo giniesz w tłumie podobnych miejsc. Dziś Wojtek jest nie tylko Influencerem, ale też restauratorem, którego ludzie kojarzą z autentycznością, energią i mówieniem rzeczy wprost. Bez lukru. Bez instagramowej iluzji perfekcji. Z perspektywy człowieka, który widział gastro od kuchni, od sali i od zaplecza, gdzie w niedzielę o 16 potrafi zepsuć się wszystko naraz.
Rozmawiamy o tym, co naprawdę zabija restauracje, dlaczego dobre jedzenie to dziś tylko bilet wstępu, a nie przewaga, i czemu w 2026 roku klient podejmuje decyzję szybciej niż kiedykolwiek. O wideo jako nowym menu, o emocjach ważniejszych niż opinie i o tym, dlaczego marketing w gastronomii przestał być opcją, a stał się warunkiem przetrwania.
To rozmowa dla tych, którzy myślą o gastro poważnie. Dla właścicieli, którzy chcą budować miejsca, do których się wraca. I dla tych, którzy rozumieją, że w tej branży wygrywa nie ten, kto ma najlepszy burger, tylko ten, kto potrafi spiąć smak, ludzi i komunikację w jedną, konsekwentną historię.
Kamil Ryszard: Wojtek, testowałeś chyba każdy zawód w tym kraju, ale to gastro przyciągnęło Cię najmocniej. Co takiego jest w gastronomii, że człowieka po prostu „wciąga” i zostaje?
Wojtek Kaczmarczyk: Gastro to jest uzależnienie. Jak raz wejdziesz na kuchnie, poczujesz ruch na sali, ludzi, którzy wracają specjalnie po Twój smak… to już przepadasz. To nie jest biznes, to jest adrenalina i poczucie, że robisz coś namacalnego. W internecie możesz zrobić milion wyświetleń — fajnie. Ale nikt nie wraca do Ciebie na burgera z YouTube’a. Do restauracji wracają.
KR: Jesteś twarzą, którą ludzie kojarzą — ale w gastro sama rozpoznawalność nie wystarczy. Jakie byłeś zaskoczony różnicą między tym, co widzisz z zewnątrz, a tym, co dzieje się realnie w kuchni i sprzedaży?
WK: Największy szok? Ilość mikroproblemów, które trzeba ogarniać codziennie. Z zewnątrz widzisz ładny burger i uśmiech kelnerki. W środku: dostawy, food cost, szkolenia, rotacje, humory, zgubione faktury, awarie, zatkany pisuar w niedziele o 16 i tysiąc małych decyzji, które wpływają na to, czy w ogóle zarobisz. Rozpoznawalność nic nie daje, jeśli nie ogarniesz operacji.
KR: Jak Twoim zdaniem zmieni się gastronomia w 2026 roku? Czy ludzie dalej będą „jeść oczami” — czyli wybierać restauracje przez wideo i social media?
WK: Będzie szybciej. Będzie więcej wideo. Ludzie już nie wybierają restauracji przez opinie — wybierają przez emocję, którą zobaczą w 7 sekund. I tak, dalej będą jeść oczami. Tylko że to „oko” to teraz TikTok i Reelsy.
KR: Co według Ciebie dzisiaj najbardziej zabija restauracje? Jedzenie? Operacje? Brak ludzi? A może to, że większość nie potrafi komunikować tego, co robią?
WK : Brak konsekwencji. Możesz mieć super jedzenie, a i tak padniesz, jeśli nie dowozisz jakości codziennie. Ale równie często zabija komunikacja — restauracje robią świetne rzeczy, ale nikt o tym nie wie. Dzisiaj nie wystarczy gotować dobrze. Trzeba jeszcze o tym opowiadać.
KR: Co było dla Ciebie najtrudniejsze przy rozwijaniu własnych lokali? I czy to jest coś, o czym restauratorzy w ogóle nie mówią, a powinni?
MF: Wstajesz rano i nigdy nie wiesz, czy tego dnia wywali Ci bezpieczniki, rozchoruje się pół zespołu, czy dostawca się spóźni. Ludzie o tym nie mówią, bo nie brzmi to „seksi”. A powinno — bo wielu restauratorów by nie zwariowało, gdyby wiedzieli, że wszyscy to przechodzą.
To, co najważniejsze, zaczyna się dalej.
Ten materiał to tylko fragment. Pełna treść oraz kontekst są dostępne po zalogowaniu - dla zweryfikowanych użytkowników Strefy Wiedzy. Wybierz typ konta i korzystaj z własnej strefy: materiałów, analiz i narzędzi dopasowanych do Twojej roli.
Zweryfikuj konto (1 zł) i otrzymaj dostępArtykuły • Wideo • Zniżki • Praca • Wiedza • Aktualności

